Szkoła


   Zbliża się kolejny początek roku szkolnego, w moim przypadku już trzynasty. I dlatego postanowiłam dorzucić trochę swojego gadania do mnóstwa postów, artykułów i vlogów na temat tej jakże wspaniałej instytucji. Nie będę kolejną narzekającą na nauczycieli osobą. Nie napiszę wam, że system wymaga zmian, a oceny tak naprawdę nie świadczą w żadnym stopniu o inteligencji człowieka, za to mówią o nim kilka innych mniej lub bardziej istotnych rzeczy. Przyczepię się za to do grupy, do której sama należę - do uczniów.


   Wielu z nas uważa, że szkoła jest nudna, nauczyciele zbyt wymagający, a system niesprawiedliwy. Całkiem możliwe, ale dlaczego wychodzimy tutaj z założeń, że życie zawsze jest sprawiedliwe, ludzie nie będą wymagać od nas rzeczy niemożliwych, a szkoła ma nas bawić?
   Zacznijmy od tego, co większość boli najbardziej. Nauczyciele twierdzący, że ich przedmiot jest najważniejszy. Nie chcę was załamywać, ale dla nich tak jest. Szczególnie w szkołach ogólnokształcących. Nie zapominajmy, że właśnie na tym polega ich praca. Oni dosłownie muszą nauczyć nas określonego materiału, mają plan zajęć i mnóstwo pracy, o której nawet nie wiemy, bądź nie myślimy.
Pocieszę was tym, że w technikum po pierwszej klasie sprawy wyglądają trochę inaczej. Nauczyciel też człowiek, w dodatku dobrze wykształcony i najczęściej inteligentny, dlatego zrozumie jeśli historia i społeczeństwo nie będą waszym priorytetem w technikum gastronomicznym. Jednakże musicie przeżyć te koszmarne lata w szkole podstawowej i gimnazjum, w którym próbują nauczyć was trzech zasad dynamiki Newtona, najważniejszych dat w historii naszego kraju i tego jak nie zostać przegrywem niepotrafiącym dobrze pisać, ani liczyć. A później to już wasz wybór.

   Nie wiem dlaczego mnóstwo moich znajomych twierdzi, że szkoła jest zła, bo jest nudna i nie uczy życia. Aż chciałoby się wykrzyczeć "a wcale że nieprawda". Ona nie ma nas bawić, ani nauczyć jak przetrwać w świecie. System edukacji powstał po to, żebyśmy sami byli w stanie znaleźć swoje zainteresowania i, O MÓJ BOŻE, nauczyć nas faktów o świecie. Tak głównie po to. Nie chodzimy do szkoły pięć dni w tygodniu po to, żeby się pośmiać i zabawić. Od tego mamy czas wolny i weekendy. A od nauki gotowania, prasowania, sprzątania, robienia zakupów i płacenia rachunków, są rodzice.


   Ileż to razy słyszeliśmy, że oceny są niesprawiedliwie wystawiane, a co gorsza cały system opiera się na złych podstawach, narzucających każdemu te same reguły i obowiązki, mimo że każdy z nas jest inny. I to jest prawda. Kurcze, naprawdę tak jest. Właśnie po to stworzono szkoły zawodowe, właśnie dlatego rynek pracy jest otwarty na najróżniejsze opcje.
   Poza tym czy naprawdę każdy musi być prymusem? Nie twierdzę, że podkopywanie wiary w siebie u małych dzieci, bo nie potrafią tak szybko czytać albo liczyć jest złe, ale to najczęściej wina jednostki (czyt. złego nauczyciela). Kogo za kilkanaście lat będą obchodzić wasze oceny z matematyki? Pracodawca nie będzie zwracał na to uwagi, więc po prostu bądźmy ludźmi i zaakceptujmy, że mamy różne zdolności.

   Ja wiem, że musimy sobie ponarzekać, że tak naprawdę to wszystko wynika z naszego lenistwa, że szukamy dziury w całym, bo to nam pomaga. W końcu o wiele lepiej nie lubić czegoś, co jest powszechnie uznawane za złe. Tylko czasami chyba zapominamy, o co tu naprawdę chodzi. I co gorsze, nie zwracamy uwagi na to, że nauczyciel też jest człowiekiem. Nie jest idealny, popełnia błędy i na pewno to wie, dlatego błagam uczniów - my też pozostańmy ludźmi i dajmy im szansę na wykonanie swojej pracy najlepiej, jak potrafią. Może za kilka lat będziemy im za to naprawdę wdzięczni.



* Post nie zaprzecza temu, że niektórzy ludzie nie powinni móc wykonywać zawodu, ani temu że system może wymagać pewnych korekt. Po prostu pokazuje drugą stronę medalu.

Powrót


   Dzień dobry wszystkim!

   Wracam po ponad roku nieobecności. Nie mam pojęcia, jak długo tu zostanę, ani czy posty będę wrzucane regularnie. W końcu za jakieś dwa tygodnie rozpoczynam klasę maturalną, a że moje ambicje są spore, mam zamiar się przyłożyć i zdać ten "egzamin dojrzałości", jak i egzamin zawodowy czekający mnie w styczniu, jak najlepiej. Miejmy tylko nadzieję, że nie zabraknie mi chęci i samozaparcia do kontynuowania pisania.
   Możliwe, że część z was mnie pamięta, możliwe, że trafiliście tutaj, bo nie wyrzuciliście mojego martwego bloga z obserwowanych. Nie wiem czy to było lenistwo, czy nadzieja, tak czy inaczej miło, że tu jesteście.
   Nie obiecuję, że tym razem będzie lepiej, szczególnie że poprzedniego bloga prowadziłam przez jakieś dwa/trzy lata. To będzie ciężki do pobicia rekord, trzymajcie kciuki!


   Sensowny post postaram się wrzucić w ciągu najbliższych dni.